Previous Next

W dziale Życie na freelansie wielokrotnie wspominałam o tym, jakie są zalety bycia freelancerem i pracowania na własny rachunek. W kółko powtarzam wszystkim, że jest to robota moich marzeń i nie zamieniłabym jej na żadną inną. Niektórzy ludzie, przeglądając profil Byle do wylotu na Instagramie, piszą do mnie z prośbą o wyjaśnienie – jak zaczęłam pracować bez etatu i czy oni też tak mogą. Muszę Was zasmucić. Życie na freelansie nie jest dla każdego. Dzisiaj postaram się Wam wyjaśnić, dlaczego nie każdy może być freelancerem. Bez owijania w bawełnę. Same konkrety.

Rzucić etat i pracować na freelansie – czy każdy tak może?

Trudność przebicia się przez konkurencję

Niestety, ale to pierwsza poważna przeszkoda, która może zniechęcić na samym starcie. Rynek freelancerów jest wciąż otwarty na nowe osoby i świeże pomysły. Jednak, nie ma co się oszukiwać. Coraz bardziej zamyka on swoje ramy na ludzi, którzy już mają doświadczenie w branży. Nie mówię tu wyłącznie o copywritingu, którym ja się zajmuję. Mówię o każdej pracy, którą może wykonywać freelancer – grafice, fotografii czy tworzeniu stron www.

Według raportu Useme z 2020 roku, rynek freelancerski zdaje się być na tę chwilę mocno obsadzony. A wręcz, mówiąc kolokwialnie, pęka w szwach. Z własnego doświadczenia pamiętam, że ciężko było mi się przebić już na początku 2018 roku, kiedy zaczynałam pracować bez etatu. Obawiam się, że w dobie koronawirusa i tego, że wszyscy wolni strzelcy kurczowo trzymają się pazurkami swoich zleceń, ciężko będzie wybić się Nowicjuszom. Nie chcę Was w żaden sposób zniechęcić, ale takie są realia. Trzeba mieć wybitny talent lub spryt, by zacząć.

Dochodowość na freelansie

Niektórzy zastanawiają się, jak to jest, że zarabiam i utrzymuję się wyłącznie z tworzenia tekstów do sieci. Już wyjaśniam.

Kształciłam się pod kątem tworzenia tekstów na studiach, a także samodzielnie. Zanim rozpykałam, o co w tym całym copywritingu chodzi i jak zdobyć SK (Stałych Klientów), musiałam przewałkować mnóstwo: książek, porażek, zleceń (z początku totalnie groszowych). Musiałam od zera zbudować portfolio, powoli zyskując zaufanie klientów. Nikt niczego nie podał mi na tacy. To była ciężka harówka z przykrą świadomością, że copywriting nie jest uznawany za branżę freelancerską, która jest specjalnie dochodowa.

Największe dochody na freelansie można osiągnąć na IT i programowaniu. Później, duże zyski przychodzą też webmasterom czy specjalistom SEM i SEO (nawiasem, copywriter też nim poniekąd musi być). Dopiero za nimi są graficy komputerowi, twórcy wideo czy animacji. Następnie, fotografowie i tłumacze. Na szarym końcu plasują się... copywriterzy i wirtualni asystenci.

Jak więc doszłam do tego, że utrzymuję się z copywritingu?

Jest to temat, który wymaga rozwinięcia na kilka osobnych wpisów. Od dziecka miałam umiejętność pisania, sprawnego i sprytnego sklejania słów w sprzedającą się całość. Niektórzy rodzą się z darem do grania w nogę. Inni mają dar do przekonywania, zostając później negocjatorami. Ja, odkąd byłam dzieckiem, jaram się tworzeniem ciekawych treści. Dzięki pasji do pisania oraz codziennej determinacji, zbudowałam swoje imię i nazwisko w sieci. Może kiedyś opowiem Wam więcej.

Praca zdalna – czy każdy może to robić?

Brak cech freelancera

W tym wpisie zaznaczałam, że freelance ma szereg nie tylko zalet, ale też wad. To praca, która wymaga ogromnej samodyscypliny. Nie każdy ją ma. Trzeba być mocno zdeterminowanym i wierzyć w swoje umiejętności, żeby wytrwać w tym świecie i móc się z pracy freelancera utrzymywać. Jednak, sama wiara w siebie to nie wszystko. Trzeba się codziennie kształcić, by iść z postępem czasu. 

Wiecie, ja czekałam dobre pół roku, zanim moja sytuacja finansowa zaczęła się poprawiać. Miałam takie dołki przez brak konkretnej kasy, że każdego dnia myślałam o powrocie do pracy na etacie. Tylko upartość osiołka i pragnienie wolności pozwoliły mi wytrwać. Nie każdy będzie miał tyle cierpliwości, co ja. Nie każdy będzie miał też:

  • Chęć do zmiany myślenia o finansach – wypłata będzie za efekty, a nie za wypracowane godziny.

  • Chęć do mieszania życia prywatnego z pracą – zarabiając z domu, ciężko pogodzić ze sobą strefę prywatną i pracę.

  • Motywację – widząc brak efektów, Nowicjusze szybko się poddają. Niestety, nie da się osiągnąć sukcesów w kilka dni czy tygodni. Do tego trzeba wielu miesięcy, a czasem i lat pracy. Wszystko zależy od determinacji właśnie.

Organizacja pracy samemu sobie

W pracy na etacie to ktoś organizuje Wam dzień. Dostajecie konkretne zadanie i macie je wykonać. Na freelansie musicie zupełnie sami zadbać o to, by dostać jakiekolwiek zlecenie. Nikt nie będzie prowadził Was za rękę. Wszystko będzie na Waszej głowie: ilość zleceń, rozliczenia, rachunki, egzekwowanie zapłaty za wykonane zlecenie, umowy. To prowadzi często do kolejnego etapu, który zdarza się – ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu – coraz większej ilości Nowicjuszy.

Wypalenie zawodowe u Nowicjuszy – platformy dla freelancerów

Wielu freelancerów zaczyna od platform różnego rodzaju. Podam tu przykład bycia copywriterem tak, jak ja. Istnieje cała masa platform copywriterskich (jak np. GoodContent), na których można dorobić poprzez pisanie tekstów. Niestety, takie platformy mają spore wady:

  1. Pojawiają się na nich głównie zlecenia na słabo płatne teksty – wyłącznie na potrzeby SEO, a więc nawet niespecjalnie wnoszące coś do sieci.

  2. Na platformach nie można wstawić swojego portfolio, co automatycznie skreśla freelancerów, gdy startują ze swoją ofertą do prywatnych klientów. Bo nie mają żadnej podkładki (w postaci referencji) i potwierdzenia swoich umiejętności.

  3. Przesłanej treści nie można formatować, a to naprawdę słabo wygląda w oczach zamawiającej tekst osoby.

  4. Na zleceniobiorcę, narzucony jest już z góry określony budżet. A więc, nie ma mowy o negocjowaniu stawki. Bierze się, co dają.

Z bezsilności i braku umiejętności pchnięcia tego dalej, Nowicjusze wypalają się już na początku drogi freelancera. Zarabiają niewiele, siedząc godzinami przed komputerem. Ciężko jest im wypocząć czując, że bez bycia non stop online stracą kasę. Niestety, błądząc po platformie i po omacku szukając rozwiązania, zaczynają się wypalać na samym starcie. Ostatecznie, Nowicjusze wnioskują, że na freelansie nie da się zarobić. Gdy przyjmą to do świadomości, uciekają z powrotem na etat.

Moja rada dla przyszłych freelancerów – copywriterów?

Zaczynanie od platformy jest spoko, jednak wyłącznie gdy chcecie rozkręcić warsztat i dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi. Dobre pieniądze może przynieść tylko szukanie klientów na własną rękę. Jeżeli chcecie zacząć pisać dobrze płatne teksty na zlecenie, ja doradzam zawsze to samo. Załóżcie bloga! Prowadźcie go regularnie, np. wrzucając wpis co tydzień. Musi być to blog powiązany z czymś, co Was rajcuje i na czym się znacie. Tylko tak zobaczycie, czy jesteście np. stworzeni do pisania, czy jesteście terminowi i czy macie w sobie 100 % determinacji. Bo bycie freelancerem nie wymaga niczego tak bardzo, jak determinacji właśnie.

Pamiętajcie! Blog to najlepsze portfolio dla copywritera. Uważam, że bez niego nie ma co zaczynać z pracą copywritera na freelansie.