Previous Next

Naszym największym marzeniem jest móc we dwoje pracować zdalnie i cały czas podróżować po świecie. Nie lubimy jednak zatrzymywać się w jednym miejscu. Kochamy być w drodze, to całe nasze życie. Tylko wtedy czujemy, że jesteśmy naprawdę szczęśliwi. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się na zakup naszego Pojeepka, czyli Jeepa Commandera. To samochód, którym chcemy kiedyś pojechać do Afryki.

Jeep Commander – Pojeepek, nowy członek Byle do wylotu

Dlaczego akurat Jeep Commander?

Wielkimi krokami budujemy wspólną przyszłość. Z każdym kolejnym miesiącem zbliżamy się do spełnienia naszych największych marzeń. Jako zapaleni podróżnicy ciągle szukamy sposobu na to, jak pracować razem, jednocześnie będąc w drodze. Szukamy też takiego sposobu, który pozwalałby nam często zmieniać tę drogę – zatem zmieniać otoczenie i nie uzależniać się od jednego miejsca. Już jakiś czas temu zainteresowaliśmy się Jeepami, a dokładnie modelem Commander. To ogromny SUV, który produkowany był wyłącznie w latach 2005-2010. Można w nim przewozić aż siedem osób – jest to zresztą pierwszy Jeep, którego wyprodukowano z trzema rzędami siedzeń. Planujemy dokupić do Jeepa namiot, by móc spać w nim na dachu samochodu. Zanim jednak to tego dojdzie, chcemy składać siedzenia i spać w środku auta. Właśnie do takich manewrów potrzebne było nam duże autko.

Co najbardziej urzekło nas w Commanderze? Wielkość, dźwięk (V6 robi kawał dobrej roboty, heh!) i kanciasta sylwetka. Auto nawiązuje nią bowiem do klasycznych Jeepów, które ciężko dziś wypatrzeć na ulicy. Pojeepek – bo tak nazwaliśmy nasz samochód – jest wszechstronny, duży i bardzo wygodny. Jazda tym autem to czysta przyjemność. Całe życie byliśmy przekonani, że zatrzymamy się na Mercedesie. Serio! Albania, "bez gwiazdy nie ma jazdy" i tego typu sytuacja. Jak widać, człowiek zmienia się całe życie. Amerykańska motoryzacja totalnie skradła nasze serca. Choć w sumie Albania trochę w nas pozostała – tak się składa, że Commander bazuje akurat na podzespołach Mercedesa.

Pojeepek – pomysł, który narodził się na Korfu

Pojeepka kupiliśmy w okolicy Pszczyny. Bardzo długo polowaliśmy na ten konkretny model, zwłaszcza że na polskich drogach jest ich dosłownie garstka. Na ogłoszeniach motoryzacyjnych też ciężko było wypatrzyć cokolwiek sensownego. Zależało nam na solidnej bazie w benzynie – a Commanderów o wiele więcej sprzedaje się niestety w dieslu.

Pierwszą wyprawę po Jeepa zrobiliśmy do Białegostoku. Koniec końców przejechaliśmy na darmo ponad 1300 km – okazało się, że auto było w fatalnym stanie. Choć "fatalnym" to w sumie bardzo grzeczne określenie. Całe szczęście kolejna trasa zakończyła się sukcesem i przywieźliśmy Pojeepka do domu. W benzynie i z gazem. Solidną bazę, na której nam zależało.

Pomysł na Jeepa wpadł nam do głowy, gdy byliśmy na Korfu we wrześniu 2020. Kilka miesięcy wcześniej upieraliśmy się, że kupimy przyczepę kempingową. Na Korfu niespodziewanie zaczęły rzucać nam się w oczy auta terenowe. Spontanicznie przemyśleliśmy sprawę i stwierdziliśmy, że będzie to rozsądniejsza opcja. Od tamtej podróży sumiennie odkładaliśmy hajsy na naszego potworka. Zajęło nam to dokładnie osiem miesięcy. Uparliśmy się na Commandera, mimo że samochód nigdy nie należał do tanich – zarówno w zakupie, jak i eksploatacji. Jest to jednak model wyjątkowy, którego już prawie nie ma. I właśnie to jest w nim najpiękniejsze! Może przestaliśmy już być incognito, heh. To nic! Spełniliśmy marzenie, które pomoże nam teraz realizować kolejne podróżnicze cele.

Dlaczego zdecydowaliśmy się na zakup Pojeepka?

Plany, plany...

Jakie mamy plany, wie chyba większość pilnie śledzących nas Kamratów. Chcemy pracować zdalnie i przemieszczać się Jeepem od państwa do państwa. Pojeepek okazuje się idealnym kandydatem, w którym będziemy mogli spokojnie nocować. Plany mamy spore. Marzy nam się pojechać nim nie tylko w różne zakątki Polski, ale też objechać Bałkany oraz pojechać w stronę Turcji i Gruzji.

Chcielibyśmy też popłynąć Jeepem do Afryki, jednak to już najbardziej odległy plan w naszym podróżniczym notatniku. Wiadomo, do takiej wyprawy musimy się wcześniej odpowiednio przygotować i wprawić. Najpierw będziemy kręcić się więc po Polsce. Później sami zobaczycie, dokąd będziemy śmigać Pojeepkiem.

Największe zalety Jeepa Commandera – właśnie dlatego go kupiliśmy!

Commander jest takim trochę czołgiem. Ze względu na to, że jest siedmioosobowy i można w nim składać ostatnie dwa rzędy siedzeń (nawiasem, siedzi się na nich jak w kinie – im dalej, tym wyżej), będziemy mogli bez większego problemu spać tam w śpiworach. Dach Pojeepka jest na tyle szeroki i stabilny, że spokojnie zamontujemy sobie na nim duży namiot. Nasz model Jeepa nie ma szyberdachu, więc to również jest pewnego rodzaju zabezpieczenie w przypadku, gdy będziemy spać na górze w namiocie.

Ogromną zaletą Commandera jest oczywiście jego wielkość, ale też napęd 4 × 4 i fakt, że auto świetnie radzi sobie w każdym terenie. Nie będzie mu więc straszna żadna nawierzchnia, co akurat jest istotne z racji tego, że chcemy pokonywać nim dalekie trasy do innych państw. Jazda w środku nie męczy, a to też jest wbrew pozorom ważne. Fotele są mega wygodne i można je regulować na kilku płaszczyznach. Człowiek nawet po wielu godzinach jazdy wychodzi z Pojeepka odprężony. Jedyną wadą bywa to, że Commander jest jednak... naprawdę duży. Czasami pojawia się więc kłopot, by gdzieś nim zaparkować. Jako że planujemy nim spać w niekomercyjnych miejscach na dziko, parkowanie nie powinno jednak sprawić większego problemu.

Co teraz? Najpierw musimy wzbogacić bazę, którą już mamy. Pogrzebiemy przy Jeepie, rozbudujemy go i poszwendamy się po Polsce. Wszystkie nasze "pojeepane historie" publikować będziemy na Instagramie, który polecamy śledzić. Do szczęścia brakuje nam już tylko kanału na YouTube. Obiecujemy jednak, że za kilka tygodni pojawimy się i tam!