Previous Next

Poprzedni rok był wbrew pozorom naszym rekordowym pod względem odwiedzonych państw. Nie uniknęliśmy jednak wielu przypałów, które często decydowały o naszych podróżach 2020. Nie wszystko poszło zgodnie z planem.

Podróżnicze przypały, czyli o czym podróżnicy wolą nie mówić

Początek roku 2020 – Odessa i Majorka, zanim wybuchła pandemia

Początek 2020 spędziliśmy w ukraińskiej Odessie. Nie było tam większych przypałów poza tym, że nie byliśmy gotowi na odeskie lotnisko. Zazwyczaj jesteśmy solidnie przygotowani, ale tutaj zabrakło nam wiedzy o samym lotnisku. Nie mogliśmy odprawić się na mobilnych kartach, więc zmuszeni byliśmy do odprawy tradycyjnej. Więcej o naszych lotniskowych perypetiach w Odessie przeczytacie tutaj.

Kilka dni później wylądowaliśmy na Majorce. Całe szczęście udało nam się zrealizować dokładny plan tej podróży, a nawet więcej. Rok 2020 rozpoczął się z rozmachem na tyle, że sami nie mogliśmy uwierzyć. Nie wiedzieliśmy jednak, że później w Europie rozwinie się pandemia koronawirusa. Na to nikt nie był przygotowany.

Jordania kilka dni przed pandemią w Polsce

W połowie lutego wybraliśmy się kilkuosobową ekipą do Jordanii. Nie byliśmy pewni, czy ta wyprawa w ogóle się odbędzie. W tym samym czasie wirus przedostał się z Chin do Europy – szalejąc głównie we Włoszech. Było kwestią czasu, kiedy to dziadostwo dostanie się do innych państw. Podróż po Jordanii odbywała się pod znakiem zapytania. Pamiętam, że często przeglądałam informacje w telefonie by zobaczyć, czy nie odwołali nam lotów powrotnych. Wszyscy byliśmy ciekawi, kiedy COVID-19 pojawi się w Polsce.

Wyprawa do Jordanii była ostatnią swobodną podróżą w 2020 roku. Owszem, było później jeszcze dużo wylotów. Niemal każdy jednak kończył się jakimś przypałem – typu odwołany lot powrotny albo całkowite anulowanie biletów. Cieszyliśmy się jednak, że nasza rodzina mogła doświadczyć czegoś nowego przed wybuchem koronawirusa. Cholernej korony, która uziemiła większość ludzi i całkowicie odseparowała od zagranicznych podróży.

Solowa podróż na Bali w marcu

Pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem odnotowano w Polsce 4 marca 2020 roku. Ja już dawno miałam wykupione bilety do Indonezji. W poprzednim roku postanowiłam, że wyruszę w pierwszą samodzielną podróż gdzieś daleko przed siebie. Kupiłam bilet. Padło na moje ukochane Bali. Wyleciałam w momencie, gdy epidemia zaczęła rozprzestrzeniać się w Polsce. Od 14 marca 2020 wprowadzono w Polsce stan zagrożenia epidemicznego. Ja siedziałam w raju i tym sposobem uniknęłam wielkiej paniki w naszym kraju. Trochę się śmiałam, bo na Bali miałam spokój.

Później los zagrał ze mną w pokera i zaśmiał się ze mnie. Odwołali mój lot powrotny z Singapuru, przez co utknęłam w Indonezji. Samiuteńka jak palec. Bezradna. Wokół zamykali kolejne państwa, a ja zostałam kilkanaście tysięcy kilometrów od domu. Karma wróciła. Jak wydostałam się z Bali w dobie koronawirusa? Więcej przeczytacie tutaj.

Koronawirus i podróże Byle do wylotu. Przypały, anulacje, alpejskie kombinacje

Czarnogóra i Zakynthos, dzień po dniu

W maju mieliśmy razem z moim wujkiem i babcią polecieć na kilka dni do Paryża. W związku z pandemią koronawirusa odwołali nam loty. Smuteczek.

Mniej więcej w połowie roku zaczęto przywracać niektóre połączenia lotnicze. Pod koniec lipca spakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy do Czarnogóry. Rezerwując lot mieliśmy nadzieję, że uda nam się spędzić calutkie 2 tygodnie w przepięknej Zatoce Kotorskiej. LOL! Po tygodniu dostaliśmy maila, że odwołali nam lot powrotny do Polski. Znowu utknęliśmy! To była moja druga anulacja lotu powrotnego w tym roku. Przypał.

Postanowiliśmy nie marnować urlopu. Nie udało nam się załatwić powrotu z Tivat, więc musieliśmy jechać do Podgoricy. To nie był koniec problemów. Auto mieliśmy zaparkowane w Warszawie. Dzień wcześniej zaklepaliśmy loty na Zakynthos. Przylecieliśmy z Podgoricy do Warszawy. Musieliśmy później z Warszawy wrócić do Głogowa, przepakować się i pojechać do Katowic. Bo stamtąd kilkanaście godzin później mieliśmy lot na Zakynthos.

W kilkanaście godzin zrobiliśmy trasę ---> Warszawa – Tivat – Podgorica – Warszawa – Głogów – Katowice – Zakynthos

Podróż na Korfu we wrześniu

Miesiąc po Zakynthos polecieliśmy na Korfu. Musieliśmy zdecydować się na cokolwiek, bo odwołali nam wrześniowe loty na Cypr. Długo wzbranialiśmy się z kupnem jakichkolwiek biletów bo była obawa, że je też odwołają. Udało się jednak zrealizować ten plan bez przypału. Na Korfu byliśmy już w 2018 roku, ale nie bardzo było w czym wybierać. Wzięliśmy co było najtańsze w wyszukiwarce. Byle nie odczuć, że uciekł nam Cypr.

Rzym tuż przed wybuchem drugiej fali

Na początku września wyruszyłam z wujkiem i babcią do Rzymu. To była pierwsza podróż babci samolotem, więc mocno trzymaliśmy kciuki za nieodwołanie lotów. Udało się! Zrealizowaliśmy cały plan wyprawy po Rzymie, spaliśmy w wypasionym apartamencie i na maxa wykorzystaliśmy każdy jeden dzień.

W dniu naszego wylotu z Rzymu oficjalnie potwierdzono, że Włochy zaczynają walkę z drugą falą epidemii COVID-19. Kilka dni po naszym powrocie do Polski wprowadzono nowe obostrzenia. Wydłużyła się lista krajów, które po przylocie do Włoch miały obowiązek okazać negatywny test na koronawirusa. W centrum Rzymu wybuchły zamieszki, zasłonięto Fontannę di Trevi. Włoski rząd na miesiąc zamknął miejsca użyteczności publicznej. Oszukać przeznaczenie?

Turcja – ostatnia podróż w 2020 roku

Turcja w ogóle nie była w naszych planach. Przez wiele lat omijaliśmy ją szerokim łukiem. Początkowo chcieliśmy zakończyć rok na Sycylii – odwołali nam loty. Później zamieniliśmy bilety na Paryż – te również anulowali. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na Turcję, na kilka dni przed wylotem.

Spędziliśmy w Alanyi tydzień, doświadczając nietypowej sytuacji. W Turcji trwał weekendowy lockdown dla mieszkańców, więc byliśmy w niemal puściutkim mieście. Na 2 dni przed naszym wylotem z Turcji okazało się, że podróżujący będą musieli okazywać negatywny test na COVID-19. Farcik! W dniu wylotu znowu oszukaliśmy przeznaczenie. Na początku stycznia 2021 Turcja zamknęła się na Polskę, więc wracaliśmy jednym z ostatnich samolotów do kraju.

Ostatnim naszym przypałem był obowiązek odbycia 10-dniowej kwarantanny po powrocie do Polski. Wprowadzono ją 28 grudnia 2020, czyli podczas naszego pobytu w Turcji.

Fakt, udało się odwiedzić w 2020 roku aż 9 różnych państw. To duży sukces jak na podróżniczo beznadziejny dla wszystkich rok. Ile to jednak kosztowało nas nerwów? Wiemy tylko my.