Previous Next

Wiele osób zastanawia się, jak właściwie rozpoczęła się nasza przygoda. Przygoda z podróżowaniem. Przygoda, którą mamy zamiar kontynuować. Przygoda, której nie da się już w żaden sposób zatrzymać. Osoby, które nie znają nas zbyt dobrze, nie znają też początku naszej historii. Tego, jak podróżowanie powoli zaczęło stawać się naszym sposobem na życie. I tego, jakie mamy związane z nim plany na przyszłość. No, to posłuchajcie!

Byle Do Wylotu – początek naszej historii

Pierwsze "koty za płoty"

Podróżowaliśmy od zawsze. Ja swoją pierwszą podróż zagraniczną odbyłam w 2008 roku. Już wtedy (właściwie w momencie, gdy po raz pierwszy zobaczyłam pasmo austriackich Alp) wiedziałam, że w przyszłości będę podróżować. Miałam 16 lat. Później byłam za granicą jeszcze dwa razy.

Z Wojtkiem spiknęliśmy się w listopadzie 2011 roku. Wojtek również był wcześniej w kilku miejscach poza obszarem PL (np. we Włoszech i na Ukrainie), więc dość szybko złapaliśmy wspólny język. Szybko też pojechaliśmy w naszą pierwszą, krótką podróż. Na początku naszej znajomości udaliśmy się do miejscowości Świeradów-Zdrój, jako taki "świeżo upieczony związek". Heh! W zasadzie od tego niepozornego, krótkiego wyjazdu, wszystko nabrało rozpędu.

W 2012 roku wybraliśmy się nad nasze polskie morze (Pobierowo). Chcieliśmy sprawdzić się wzajemnie najpierw w bliskich podróżach, jeszcze zanim wybędziemy gdzieś razem za granicę. Jednak już w 2013 roku stwierdziliśmy, że wypadałoby wybrać się gdzieś dalej. Że to dobry moment na wspólną podróż poza Polskę.

Tęskniliśmy za dalszymi podróżami oboje, ale też chcieliśmy się nawzajem odpowiednio wcześniej sprawdzić. Wiadomo, zgodność podczas podróżowania to bardzo ważna cecha wszystkich uczestników podróży. A my nie do końca wiedzieliśmy, jak zgramy się ze sobą w innym państwie. Bo nie sztuką jest zebrać ludzi na wyprawę. Sztuką jest zgrać się podczas podróży.

Grecja 2013 – początek podróżniczej lawiny

Właśnie wtedy uderzyliśmy razem za granicę. Była to nasza pierwsza, wspólna podróż zagraniczna. Zawsze jeździliśmy poza PL osobno, jednak wreszcie połączyliśmy siły. Zatrzymaliśmy się w niewielkiej miejscowości, Kokkino Nero. Wówczas spędziliśmy tam kilka dni, zwiedzając topowe miejsca Grecji. Podczas tej podróży stwierdziliśmy, że będziemy latać za granicę przynajmniej raz w roku. Jeszcze nie ogarnialiśmy, że latanie może być tak łatwo osiągalne, że można latać kilka razy w roku i że wcale nie trzeba do tego żadnego biura podróży. Tak, bo do Kokkino Nero w 2013 roku udaliśmy się właśnie z biurem podróży.

A może by tak... Albania?

W Albanii byliśmy aż trzy razy. Najpierw w 2014 roku. Była to podróż zorganizowana na zasadzie: "Ej, byłaś w Albanii? Nie byłaś? A gdzie to właściwie jest? Eee, no to lecimy tam!". Cóż, Albania w tych latach jeszcze nie była tak popularna, jak dziś. W zasadzie mało ludzi tak właściwie wiedziało, gdzie Albania się znajduje. Część znajomych odradzała nam Albanię, bo "przecież tam jest mafia". Heh!

Wielkie boom na Albanię rozpoczęło się dopiero rok później. Zwłaszcza Polacy zaczęli coraz baczniej przyglądać się temu krajowi, bo przecież niedługo po naszym powrocie z Albanii powstał (z inicjatywy Popka) Gang Albanii. To tak na marginesie. Ale Królami Albanii najpierw byliśmy my! Dopiero później powstał ten słynny, polski zespół "poetów narodowych".

W 2015 roku chcieliśmy polecieć do Tunezji, na wyspę Djerba. Jednak, jakieś zamachy skomplikowały nam wówczas plany. Wszystkie wycieczki i loty zostały odwołane, a my musieliśmy zapakować się w samochód. Pojechaliśmy do Chorwacji. Tym razem na płw. Istria, do miejscowości Umag. Nie mogliśmy zapuścić się do Środkowej Dalmacji, którą tak zachłysnęłam się za dzieciaka. Byliśmy ograniczeni czasowo. Jeszcze.

Lata 2016 i 2017 były to magiczne chwile, które ponownie spędziliśmy w Albanii. Oczywiście, ciągle zwiedzaliśmy różne jej zakątki. Albania urzekła nas do tego stopnia, że zaczęliśmy snuć w jej kierunku ogromne plany. Kupno Mercedesa już za nami – o tak, w Albanii większość samochodów stanowią Mercedesy właśnie.

Byle Do Wylotu – "Ahoj, Kamraci!"

Początek samodzielnego latania

Pod koniec 2017 roku zaczęliśmy już poważnie myśleć nad tym, aby wreszcie otworzyć się na samodzielne latanie. Po Polsce jeździliśmy często i wszędzie. Zresztą, do dziś ciągle zwiedzamy kolejne punkty na mapie PL. Mieliśmy całkiem spore doświadczenie w organizacji. Mało tego, ja byłam po półrocznych praktykach w biurze podróży, co również otworzyło mi oczy na liczne możliwości. Przede wszystkim jednak na to, że przecież nie trzeba się ograniczać. Zwłaszcza, że jesteśmy z Wojtkiem mocno komunikatywni i dość dobrze znamy języki. Było tylko jedno ograniczenie – brak wystarczającej ilości dni wolnych. Tak. Praca na etacie.

Na początku 2018 roku otworzyliśmy wyszukiwarkę lotów i przewertowaliśmy całość ofert. Najtaniej wychodziły nam Ateny z Poznania. No więc, klepnęliśmy loty na kilka dni i w styczniu 2018 roku polecieliśmy za granicę, po raz pierwszy na własną rękę.

Co zmieniło się w 2018 roku?

W Atenach, podczas wyprawy do Vouliagmeni (trochę za daleko wywieźli nas autobusem, heh!), totalnie mnie olśniło. Szukając drogi do jeziorka ukrytego w skałach, zaczęłam zastanawiać się nad życiem. Nad tym, że przecież kochamy podróżowanie i znaleźliśmy w nim sens. Że chcemy oddać się temu w pełni, więc powinniśmy ułatwić sobie spełnianie naszych marzeń. Kiedy wróciliśmy z Aten, złożyłam wypowiedzenie z pracy na etacie.

Od zawsze uwielbiałam pisać. Tworzyłam teksty już jako dziecko, a także brałam czynny udział w wielu konkursach literackich. Sporo godzin przesiadywałam w bibliotece, a rodzice musieli za mną wydzwaniać do pani bibliotekarki, tak długo nie wracałam do domu. Pochłaniałam książki w ogromnej ilości. Jestem typowo artystyczną duszą (śpiewam, gram na klawiszach i tworzę teksty), która zawsze źle czuła się uwięziona w jednym miejscu. Właśnie stąd moje liczne poszukiwania sensu życia w wielu dziedzinach. Różnych dziedzinach! Ostatecznie, skończyłam studia kulturoznawcze ze specjalizacją dziennikarską, w trakcie których często pisałam wszelakiej maści reportaże. Dorabiałam sobie na studiach, tworząc teksty. Zatem, już wcześniej bardzo dużo działałam w sieci. Nie wiedziałam jednak, że to kiedykolwiek może stać się moją pełnowymiarową pracą.

Przerzuciłam się w 100% na copywriting. Jestem freelancerem i działam w sieci na własną rękę. Może i nie mam stabilizacji w postaci etatu, jednak nie zamierzam na niego wracać, już nigdy. Dlaczego? Bo wyznaczony czas "od-do", czyli chyba największy wróg każdego artysty, już mnie nie ogranicza. Jestem wolna! A wolność oznacza więcej czasu na podróże. Więcej o moim życiu na freelansie możecie przeczytać tutaj.

Byle Do Wylotu na Instagramie

28 czerwca 2018 roku założyliśmy konto na Instagramie. Działamy w social mediach jako byledowylotu. Postanowiliśmy połączyć moją pracę copywritera i strategiczny mózg Wojtka z działalnością w Internecie.

W tym momencie, nasze przygody obserwuje już ponad 10 000 ludzi. Każdego dnia ktoś dołącza do naszej Załogi. Jesteśmy zaskoczeni tym, jak nasza pasja napędza do działania innych. I jak cudownie ludzie reagują na nasze przecieranie szlaków. Chcemy inspirować! I pokazywać, że marzenia się spełnia. Nie można odkładać ich cały czas na bok. Bo może kiedyś tego czasu zabraknąć.

Ruszamy w świat!

Decyzja o zostaniu freelancerem była najlepszą decyzją, jaką podjęłam w swoim całym życiu. Po Atenach, dość szybko przyszła pora na Teneryfę. Pojawiliśmy się na Wyspach Kanaryjskich w lipcu 2018. Podczas tej egzotycznej wyprawy, wspólnymi siłami zdobyliśmy wulkan El Teide. Za naszą samodzielną wspinaczkę na ponad 3200 m n.p.m., zostaliśmy wyróżnieni w konkursie organizowanym przez stację TTV, "A jaka jest Twoja historia"?

We wrześniu 2018 roku polecieliśmy na grecką wyspę Korfu. Następnie udaliśmy się do Pragi, w listopadzie tego samego roku. Postanowiliśmy wówczas jeszcze mocniej skupić się na działalności w social mediach. Wiedzieliśmy, że w 2019 roku wskoczymy już na wyższy stopień.

Byle Do Wylotu – podróżnicze plany

2019 – rok, w którym marzenia się spełnia!

Na początku 2019 roku zorganizowaliśmy kolejną samodzielną wyprawę, tym razem na wyspę Malta. Następnie udaliśmy się do Włoch, do miejscowości Lamezia Terme.

Warto śledzić relacje na naszym Instagramie, gdzie zresztą najwięcej opowiadamy o odwiedzonych przez nas miejscach. Między naszymi podróżami, bardzo dużo angażujemy się w działalność social medialną (o ile tak to właściwie można nazwać). Nowe projekty i akcje, w których bierzemy udział, możecie zobaczyć właśnie tutaj.

Chcielibyśmy, żebyście uwierzyli w to, że można wszystko. Często trzeba jednak zrobić dość odważny krok do przodu. Trzeba wskoczyć na głęboką wodę i zobaczyć, gdzie Was poniesie. Żeby spełniać marzenia trzeba być odważnym, zdeterminowanym i upartym, jak osioł. Całe szczęście, nasza dwójka ma to we krwi. Coś czujemy, że w przyszłości zaczniemy rozglądać się tak na poważnie za miejscem, w którym zapuścimy korzenie. O ile tak się w ogóle stanie. Na razie za bardzo nosi nas po świecie. Szkoda siedzieć tylko w jednym miejscu! W przyszłości pewnie będziemy pisać tego bloga z jakiejś rajskiej wyspy.

Podsumowanie – czy warto jest podążać za marzeniami?

No jasne, że tak! Tylko ten człowiek, który spełnia swoje marzenia, jest człowiekiem szczęśliwym. Nie można wszystkiego odkładać na później. Ważne jest to, aby nie robić jednak niczego wbrew sobie. Jeżeli mocno czegoś chcemy, to będziemy w stanie tego dokonać. Wystarczy być upartym, zdeterminowanym, cierpliwym i wewnętrznie silnym człowiekiem. Nie ma oczywiście tak, że droga ku spełnieniu marzeń jest lekka i przyjemna. Nam ciągle ktoś rzucał (i nadal rzuca) kłody pod nogi. Nie zawsze jest tak kolorowo, jak na zdjęciach z Instagrama. Warto jednak szukać w sobie wewnętrznej siły, która doprowadzi do wymarzonego sukcesu.

My już znaleźliśmy sens życia i cel, który chcemy osiągnąć. Życzymy Wam z całego serca, żebyście odnaleźli również swój własny cel. Pamiętajcie, że wszystko da się zrobić, tylko trzeba o to zawalczyć. Nic nie przyjdzie samo. Czasem wystarczy jednak postawić mały krok, aby zupełnie zmienić swoje życie.