Previous Next

Miała być Hiszpania. Wszystko było już dokładnie zaplanowane. Nikt nie spodziewał się, że nasza kolejna przygoda zwyczajne się... nie odbędzie. Przecież byliśmy na lotnisku sporo przed czasem. Przecież przeszliśmy przez kontrolę bezpieczeństwa. Mimo wszystko, po prostu nie wylecieliśmy.

Co się stanie, kiedy spóźnisz się na lot?

Jak to możliwe? Czy z lotniska można nie wylecieć?

Na lotnisku pojawiliśmy się naprawdę wcześnie. I nie było tak, że spóźniliśmy się na lotnisko. Przeszliśmy przed kontrolę bezpieczeństwa zupełnie tak, jak zawsze. Byliśmy już na strefie wolnocłowej. Wydawać by się mogło, że nie ma opcji, że coś pójdzie nie tak. No, ale poszło.

W momencie, kiedy każdy z nas był już gotów i wiedzieliśmy, że możemy już iść spokojnie do bramek (pojawił się komunikat o tym, że turyści podróżujący do Alicante mają już stawić się na bramce), udaliśmy się w ich stronę. Dzieliło nas od nich ok. 30 metrów. Podeszliśmy, a obsługa zamknęła nam bramki przed nosem. Na nic były nasze prośby i tłumaczenie, że przecież samolot będzie odlatywał dopiero za niecałe 30 minut. Obsługa lotniska stwierdziła, że już nic nie mogą zrobić. I że nie wylecimy.

Samolot do Hiszpanii stał dosłownie za szybą, ale przemiła obsługa stwierdziła, że już dawno poleciał. Mimo, że my dobrze go widzieliśmy. Na płycie stał tylko jeden samolot Ryanair (nasza linia), a cała reszta była przewoźnika EasyJet. Obsługa prawie śmiała nam się w twarz twierdząc, że skąd my niby wiemy, że to nasz samolot? Tylko, że my widzieliśmy go dokładnie przed nami, za szybą. Wsiadali do niego pasażerowie z naszej bramki.

Mieliśmy lecieć z lotniska TXL (Berlin). Do tej pory mieliśmy dość dobre zdanie o tym miejscu. Teraz nie wiemy, czy ponownie się do niego przekonamy. Najgorzej, że pod koniec lipca lecimy stamtąd na koniec świata.

Serio, poruszyliśmy niebo i ziemię. Lataliśmy po całym lotnisku, jak wściekli. Byliśmy w każdym punkcie z prośbą, żeby ktoś nam pomógł. Nikt jednak tego nie zrobił. Mając przed oczami liczne sytuacje, kiedy to my czekaliśmy w samolocie na ostatnie osoby, byliśmy w szoku. Przecież jeszcze miesiąc temu lecieliśmy stąd do Włoch. Przez spóźnionego Niemca, czekaliśmy wtedy na start naszego samolotu ok. 20 minut. Na Polaczków nikt nie zaczekał. Mało tego, pracownicy zamknęli nam bramkę dosłownie przed nosem i poszli sobie do domu. Bo akurat był koniec ich zmiany.

Zostaliśmy na strefie wolnocłowej, a samolot poleciał bez nas

Walczyliśmy do ostatniego momentu. Ścieraliśmy się ze wszystkimi, dopóki nasz niedoszły samolot pofrunął sobie bez nas. Chcieliśmy przebukować bilety, jednak nie było wystarczająco dużo miejsca w kolejnym samolocie (bo nas była czwórka). W przypadku, gdybyśmy jednak jakimś cudem zmienili godzinę lotu, musielibyśmy za to zapłacić równowartość naszych dwóch biletów. Of kors, za jedną tylko osobę. Inna linia lotnicza nie miała już miejsc. A my nie mieliśmy czasu koczować na lotnisku.

Daliśmy sobie spokój. Gdy była już 15:05 (o tej godzinie nasz samolot startował do Hiszpanii), wyszliśmy z hali odlotów. Potrzebowaliśmy chwili, żeby się otrząsnąć. Nie wierzyliśmy w to, co właśnie się stało. Gdy już doszliśmy do siebie stwierdziliśmy, że nie ma co siedzieć i rozpaczać. Pojechaliśmy z Berlina prosto do... Ustronia Morskiego.

Pozytywne myślenie – jak się nauczyć?

Co zrobiliśmy i jak udało nam się pojechać na wakacje?

Jadąc nad morze, błyskawicznie udało nam się znaleźć (przez Booking, tradycyjnie) wypasioną kwaterę w Ustroniu Morskim, Rezydencja Ustronie Morskie. Luksusowy obiekt, nowoczesny apartament i basen przed naszym ogródkiem sprawiły, że wcale nie odczuliśmy tego, że uciekła nam Hiszpania. Zapłaciliśmy za niego 375 zł / 4 osoby (okazyjna cena), a więc lepiej naprawdę być nie mogło. Zwłaszcza, że pogodę mieliśmy kapitalną i opaliliśmy się niemal, jak w Alicante. Mimo niefortunnej sytuacji, spędziliśmy tam wspaniały czas. Zwiedziliśmy kawał wybrzeża, przednio się bawiliśmy i już z chęcią byśmy wrócili.

Spóźniony lot – wnioski na przyszłość

Jesteśmy z tego typu ludzi, którzy raczej nie przejmują się niepowodzeniami. Dość szybko zbieramy się po przykrych incydentach i nie jest łatwo nas zagiąć. Całe szczęście, bilety lotnicze nie były aż tak drogie. Więc nawet, jeżeli nie odzyskamy zainwestowanej w nie kasy, to trudno.

Dzięki tej wyprawie przekonaliśmy się, że niepowodzenia mogą przytrafić się każdemu, nawet najbardziej doświadczonym w podróżowaniu. Na pewno był to nasz pierwszy i (mamy nadzieję) ostatni niewylot. Nie ma opcji, że taka sytuacja kiedykolwiek się powtórzy. Nie dopuścimy do tego! Możliwe, że byliśmy zbyt pewni siebie. Cóż, zdarza się. Mimo wszystko, wypad zaliczamy do bardzo udanych. Polskie morze też ma przecież swój urok! Hiszpanię odhaczymy jeszcze nie jeden raz zwłaszcza, że loty do Alicante i pozostałych kurortów hiszpańskich wcale nie są drogie.

Jeżeli myślicie, że po takiej sytuacji już nigdy nie wylecimy, jesteście w ogromnym błędzie. Mamy zaklepane już kolejne loty z Berlina, więc dajemy szansę i obsłudze, i lotnisku. Wierzymy w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny. I że ta sytuacja nastąpiła tylko po to, aby nas wzmocnić. I po to, by stało się coś cudownego. Wierzymy w to, że karma wraca. Obsługa lotniska na pewno jeszcze się o tym przekona. Z Byle do wylotu nie warto zadzierać. Jeszcze utrzemy nosa wszystkim niedowiarkom!