Previous Next

Swój pierwszy pobyt na Bali rozpoczęliśmy od noclegu w miejscowości Kuta. To dość kontrowersyjne i mocno turystyczne miejsce na wyspie, do którego najchętniej przylatują młodzi Australijczycy – głównie po to, żeby dobrze się zabawić za hajsy rodziców i pośmigać na deskach surfingowych. W Internecie można przeczytać, że Kuta to najgorsze zło na Bali i trzeba stamtąd jak najszybciej wiać. Czy faktycznie jest aż tak źle? Postaramy się przybliżyć Wam nasze odczucia, związane z tym miejscem.

Kuta – czy warto tu spędzić wakacje na Bali?

Pierwsze zderzenie z miastem Kuta – lotnisko, karty komórkowe i nocleg

Nie ma co się oszukiwać. Nasza pierwsza wędrówka po Kucie nie pozostawiła zbyt przyjemnych śladów w głowie. A na pewno nie takich, za którymi byśmy w jakikolwiek sposób tęsknili. Już wcześniej czytaliśmy w necie o tym miejscu, jednak zdecydowaliśmy się sprawdzić na własnej skórze, czy Kuta faktycznie zasługuje na tak złą opinię. Byliśmy łącznie po ok. 25 godzinach podróży, więc liczyliśmy się ze sporym zmęczeniem. Podczas układania planu stwierdziliśmy, że najbliżej z lotniska będzie nam właśnie do Kuty.

Lotnisko na Bali znajduje się dokładnie w mieście Denpasar, czyli ok. 5 kilometrów od miasta Kuta. Ogarnęliśmy sobie tani nocleg (o nim za chwilę) i stwierdziliśmy, że to będzie dobry punkt strategiczny. Wybraliśmy Kutę do szybkiego odpoczynku po przylocie i jednocześnie do złapania transportu w stronę kolejnej miejscowości, a konkretnie do portu w Sanur.

Na lotnisku w Denpasar od razu ogarnęliśmy sobie karty komórkowe. Bardzo polecamy Wam operatora MyTelkomsel w Indonezji. Możecie od razu ściągnąć sobie apkę, jeżeli będziecie chcieli włączyć interesujące Was, dodatkowe usługi. My wykupiliśmy kartę od razu z pakietem 8 GB Internetu. Gdyby net się skończył, w aplikacji będziecie mogli go sobie łatwo doładować. Wykupienie karty na lotnisku (z pakietem i montażem karty do telefonów) kosztowało nas mniej więcej 200 000 IDR (ok. 60 zł / jedną kartę). Stoisko MyTelkomsel znajduje się praktycznie zaraz po wyjściu z hali przylotów (po lewej stronie), także nie powinniście mieć większych problemów ze znalezieniem go. Równie dobrą siecią jest XL Axiata.

Po wyjściu z lotniska, szybko udało nam się jakoś dotrzeć do naszego hotelu. Oczywiście, z błyskawiczną podwózką. Jak na pierwszy strzał z wyborem kierowcy, całkiem sporo przepłaciliśmy. Cóż, nie zdążyliśmy zainstalować odpowiednich aplikacji, a zmęczenie związane z długą podróżą nie pozwalało nam zbyt logicznie myśleć. O aplikacjach na telefon opowiemy Wam w osobnym wpisie. Bez apek w Indonezji, o ile nie jeździcie skuterem, ani rusz.

Wróćmy teraz do hotelu. Zatrzymaliśmy się w Cempaka 3 Inn, należącego zdecydowanie do noclegowni budżetowych. Zależało nam wyłącznie na szybkim przekimaniu się po podróży, więc nie chcieliśmy przepłacać. Ostateczna cena wyszła nas 42 zł / 1 nocleg / 2 osoby. Mało tego, ze śniadaniem w cenie. Szału z wnętrzem pokoju nie było, ale wszystkie podstawowe rzeczy się w nim znajdowały. No, może oprócz ciepłej wody. Jednak, za ten luksus na Bali trzeba sobie bardzo często dodatkowo dopłacić.

Lecimy w miasto! Narkotykowy zawrót głowy w Kucie

Po ogarnięciu się na kwaterze, wyszliśmy zbadać otoczenie miasta. Już pierwsze kroki zdradziły, że tu faktycznie jest dziwnie. O co konkretnie nam chodzi? Ano o to, że dosłownie na każdym kroku wyciąga się kasę od turystów. Wystarczy nawiązać niewielki, przelotny wręcz kontakt wzrokowy i już, cap!

Czytaliśmy o biedzie i warunkach, w jakich żyją mieszkańcy. O tym, że większość Balijczyków żyje i utrzymuje się z kieszeni turystów. O tym, że to normalne zjawisko w biedniejszych regionach Azji. Jednak, na to kompletnie nie byliśmy przygotowani. Serio, nie idzie zatrzymać się w jednym miejscu, bo zaraz towarzystwa dotrzymają Wam naciągacze.

Największym szokiem jednak było dla nas to, że mieszkańcy Kuty na każdym kroku sprzedają narkotyki. I nie ma w tym ani kropli przesadyzmu. Gdzie się nie ruszyliśmy, tam pytali nas o dragi. Konwersacja w Kucie z typowym naciągaczem wyglądała mniej więcej tak:

Balijczyk: Hej! Co tam? Skąd jesteście?

My: Dobrze, a co tam? Jesteśmy z Polski.

Balijczyk: Aaa, Polandia! Potrzebujecie transportu?

My: Nie, dzięki.

Balijczyk: A może jutro? Na weekend?

My: Nie, dzięki!

Balijczyk: A może chcecie marihuanę? Amfę? Viagrę?

Zadziwiający był nie sam fakt, że te narkotyki istnieją. Ale prawo w Indonezji do narkotyków odnośni się bardzo rygorystycznie. Przemycającym narkotyki grozi kara śmierci. Mieszkańcy Kuty, chcąc sobie zarobić na sprzedaży dragów, narażają więc swoje życie. Tak, to było dla nas szokujące doświadczenie. Zwłaszcza, że narkotyki proponowano nam co najmniej 10 razy w ciągu jednego dnia.

Kuta na Bali – plusy i minusy

Czy Kuta ma jakieś zalety?

Owszem, ma! Nie można odmówić Kucie pięknych plaż. Mimo, że byliśmy tam w szczycie sezonu, plaże wcale nie były zaśmiecone (jak można przeczytać w necie). Byliśmy wręcz zaszokowani, jak czysty jest piach i cała linia brzegowa. Można w Kucie również znaleźć bardzo pyszne jedzenie za naprawdę niewielkie pieniądze. Szczególnie polecamy Wam ukrytą między uliczkami knajpkę Warung 96. Za wegetariańską potrawkę z warzywami i sokiem 100 % z arbuza daliśmy ok. 15 zł, a za szaszłyki wieprzowe z sosem arachidowym ok. 10 zeta. W ogóle, zapamiętajcie! Na Bali najlepiej jest się stołować w warungach. Poza tanim jedzeniem i piękną plażą, więcej plusów w Kucie nie znaleźliśmy.

Dlaczego w Kucie jest tak źle?

Sporo biur podróży organizuje wyprawy na Bali właśnie tam, do miejscowości Kuta. Szczerze? Chyba byśmy się załamali, gdybyśmy zostali tam o jeden dzień dłużej. Doba wystarczyła nam zupełnie, żeby w pełni nacieszyć się tym miejscem. Nie chodzi już o samych naciągaczy i wszechobecne narkotyki. My ogólnie nie przepadamy za komercją, a Kuta taka właśnie się nam wydaje.

Znajdziecie tu totalnie wszystko, co kojarzyć się może z turystyką masową. Mamy więc setki barów, restauracji, dyskotek, sklepów czy stoisk z pamiątkami. Przed nimi stoją kolejni naganiacze, dość głośno zachęcający potencjalnych klientów ("Just look, just look!"). Oczywiście, nie brakuje też masażystek ("Hello, massage?") i pijanych, zataczających się wieczorami Australijczyków. Zdecydowanie, nie lubimy takich imprezowni. Kuta to jedna wielka impreza.

Rzecz jasna, nasza opinia jest mocno subiektywna. Bo są ludzie, dla których wakacje na Bali w Kucie będą spełnieniem największych marzeń. Wszystko zależy od tego, czego tak naprawdę się szuka – letnich imprez do białego rana czy może dzikiej egzotyki. Nam na Kucie się nie podobało i poczuliśmy ogromną ulgę, kiedy po jednym dniu mogliśmy stamtąd uciec. Szukacie prawdziwego, orientalnego klimatu wyspy Bali? Uciekajcie na północ, bo w mieście Kuta na pewno go nie zaznacie.